Jak łatwo zapamiętywać?

Jak łatwo zapamiętywać?

Techniki zapamiętywania

Osoby, które mają problem z zapamiętywaniem mogą nie radzić sobie z przyswajaniem wiedzy na uczelni, w szkole, dlatego chciałabym podzielić się z Wami technikami, które pomagają mi zaliczyć niemal każdy egzamin. Gdy będziecie czytać na czym one polegają, możecie złośliwie uśmiechnąć się pod nosem, powiedzieć pod nosem “co za głupoty”, “jaka bzdura” itp. Wiem, bo sama nie umiałam przekonać się do tego latami i nie sądziłam, żeby miało mi to pomóc w jakikolwiek sposób. A pomaga niesamowicie. Dzięki tym metodom zaliczyłam między innymi egzaminy z prawa, ekonomii, socjologii, finansów i innych, w których do ogarnięcia były tony notatek.

Skojarzenia

Mając do zapamiętania trudny termin, nazwisko, nazwę ulicy możemy użyć skojarzeń – im głupszych, tym lepszych. Może być to skojarzenie z innym wyrazem, rzeczą, osobą, może to być zupełnie nowy twór jak np. rysunek czy scenkę, którą odtworzymy sobie w głowie. Większość notatek ze studiów przerabiałam na wersje rysunkowe, a trudne wyrażenia zamieniałam na zabawne, absurdalne sytuacje w głowie, pierwszy lepszy przykład – miałam do zapamiętania konsekwencje, przyczyny czegoś czy inne wypunktowane hasła, jednym z nich było np. załamanie rynku. Wyobrażałam sobie więc sytuację, w której tłum ludzi wbiega na rynek, taki z ratuszem i betonowymi płytami i pod ciężarem tego tłumu płyty pękają, ratusz zapada się. Rysowałam do tego odpowiedni obrazek…

Historie

… a później myślałam co byłoby dalej – zależnie od kolejnego punktu do zapamiętania. Co z tłumem? Co z rynkiem? Co z ratuszem? Historyjki zaczęłam tworzyć w liceum, gdy miałam do ogarnięcia naprawdę dużo materiału na historię – jak niektórzy wiedzą mój “ulubiony” przedmiot. Zalegałam z dwoma kartkówkami i sprawdzianem. Wymyśliłam super historyjkę – durną jak skojarzenie z katastrofą na rynku i… pozaliczałam wszystko na piątki.

Wierszyki

Ignorantia iuris nocet – skończył mi się w kuchni ocet, In dubio pro reo – zjadłabym oreo. W rymowanki zamieniłam wszystkie paremie prawnicze, których trzeba było nauczyć się na egzamin. Dobre jest też układanie wierszyków i wplatanie w nie wyrazów, które musimy zapamiętać w odpowiedniej kolejności oraz wymyślanie zdań, niekoniecznie rymowanych, jeśli mamy do zapamiętania jakiś ciąg liter. Kiedyś na kolokwium z PR-u w jednym z zadań do zapamiętania było pięć haseł, trzeba było wymienić je po kolei. Wymyśliłam głupie, ale zapadające w pamięć zdanie złożone z wyrazów zawierających pierwsze litery haseł do zapamiętania. Zdanie podłapało kilka osób z kierunku i okazało się, że to dobra metoda.

Ćwiczenia

Począwszy od ćwiczeń umysłu przez różne gry typu Scrabble, Memo, skojarzenia i inne (dobre gry logiczne znajdziecie na TEJ stronie), rozwiązywanie krzyżówek, sudoku, działań matematycznych, przez CZYTANIE, czytanie i jeszcze raz czytanie (przynajmniej 2x w tygodniu), po ćwiczenia… fizyczne. Najlepiej na świeżym powietrzu. Wyjdź na spacer, porozciągaj się, pobiegaj, dotleń swój mózg. Wystarczy 20 minut ćwiczeń 5 dni w tygodniu, aby poprawić swoje myślenie.

Dieta

Przy kłopotach z pamięcią warto spojrzeć do talerza – być może to tam znajdziemy źródło naszych problemów. W końcu nie od parady mówi się, że “jesteś tym co jesz”. Takie podstawowe zasady, których warto przestrzegać to przede wszystkim jedzenie śniadań, które dostarczają nam energię na cały dzień, ograniczenie alkoholu i uwaga… kawy! Mimo, że daje nam “kopa” w rzeczywistości obniża koncentrację, przy dużych dawkach może szkodzić, dlatego warto obniżyć spożywaną ilość. I teraz powtórzę się za milionem osób: pij wodę. Codziennie. Woda to podstawa. Pieczywo jasne zamień na razowe, biały ryż na brązowy itd. Jedz produkty PEŁNOZIARNISTE. Nie zapominaj o owocach (szczególnie jabłka, banany, jagody, awokado) i warzywach (szczególnie brokuły, szpinak, kapusta). Do nauki zaparz sobie zieloną herbatę, a do przekąszenia naszykuj sobie orzechy lub gorzką czekoladę.

Zapisywanie

Nie jest to co prawda technika, która pozwala poprawić pamięć, a jest to raczej trik bardzo ułatwiający życie przy kłopotach z zapamiętywaniem. Zanim zaczęłam zapisywać żyłam w chaosie. Czytałam, słyszałam, widziałam, że zapisywanie to rozwiązanie, ale wiecznie zasłaniałam się wymówkami. Nie mam czasu i takie tam. Czasu nie zjada to dużo, bo polega na natychmiastowej reakcji, więc zajmuje to w jednej chwili od kilku sekund do kilku minut. Piszę “w jednej chwili”, bo nie wiem jak wychodzi to w skali dnia, ale uciekanie tego czasu nie jest zbyt odczuwalne. Wystarczy mieć przy sobie długopis i zeszyt, a nie… nawet nie, nie trzeba, bo tak na dobrą sprawę to wystarczy smartphone, który raczej każdy nosi przy sobie. Zapisuję prawie wszystko – ważne daty, zadania, myśli, budżet, inspiracje, obowiązki do spełnienia, rzeczy do kupienia, filmy do obejrzenia. Mam nawet tabelkę, w której odhaczam każde przeczytane 50 stron książki, każdy obejrzany odcinek serialu, który wychodzi cyklicznie, a także każde poniedziałkowe przesłuchanie Discover Weekly. Ustawiam sobie przypomnienia w telefonie, mam dwa razy przepisany plan zajęć uczelnianych i robię listy to do na każdy miesiąc – takie z dużymi podpunktami, podzielonymi na małe. Nie mam wrażenia, że coś mi ucieka, że coś muszę zrobić, a nie wiem co…

Dodaj komentarz